Maj 2009. Powiedziałam "dość!" alko-ojcu. Policja, założenie sprawy w prokuraturze, wycofanie jej, trafiłam do placówki opiekuńczej - wolałam to niż mieszkać z nim. Poprawka ocen, koniec roku szkolnego , wyjazd do mamy do Niemiec , koniec mojego związku z starszym ode mnie "gówniarzem" . Plany na nauke języka,szkołę, pracę, pięknego niemieckiego męża z mercedesem i psem labladorem (czy jak się je tam pisze).
Nagle... kucie z pachwinie, wymioty, zawroty głowy... okres przecież zawsze był nieregularny a przez stresy tego półrocza musiał się spóźniać jeszcze dłużej... to napewno torbiele jak u mojej mamy.
Robert chce żebym przyjechała do niego na tydzień do Polski- myślę fajnie troche poimprezuje ze znajomymi , oderwe się od mamy , może pogodzę się z Robertem przecież tak go kocham mimo,że toksycznie i masochistycznie.
Przyjechałam , kilka dni imprez , szczęścia .Rozmowa o okresie, test , dwie kreski .
BUM.
-To już piąty miesiąc- powiedział pięknym głosem pan lekarz.
Strach o dziecko, od teraz zero alkoholu,papierosów, nie mówiąc o zielonym .
Pojawia się odrazu miłość. Tak jakbym była stworzona do kochania dziecka. Zostaję w Polsce...
-
Zielona Skarpetka:
-
Ajsi:
Pokaż wszystkie (2) ›